Real wygrał 6:2 . Każdego gola strzelił ktoś inny . Najgorszym momentem była 82 minuta meczu . Mój ulubieniec - Mesut Ozil został zniesiony na noszach z murawy , bo zrobił sobie coś z kostką w prawej nodze .
- To ja już się będę zbierać do domu - powiedziała Irka zaraz po meczu- Że co ?
- Do domu idę .
- Że niby przyszłaś tylko na mecz ?- O czym ty myślisz ?
- No , że masz u mnie nocować .
- Nie wiedziałam , że mogę , a nie chciałam się wpraszać .
- Jasne , że możesz .
Nie zdążyłam dokończyć zdania , a już widziałam jak moja najlepsza przyjaciółka idzie w stronę kuchni . Domyśliłam się , że konkretnie w stronę lodówki . 'Jak zawsze ...' pomyślałam .
- Masz coś dobrego ? - usłyszałam- Zobacz w lodówce
- No patrzę właśnie i nic nie widzę .
- Jak nic nie ma to idź do sklepu
- Nie chce mi się
Poszłam na górę do sypialni i włączyłam laptopa . Przejrzałam facebook'a aż w końcu dołączyła do mnie Irka .
- Nareszcie !- Nie marudź .
Weszłyśmy na Interię na czata , żeby pośmiać się trochę z ludzi . Pisali do nas niektórzy fajni , a niektórzy mniej chłopcy . W końcu zasnęłam , ale zapomniałam , że nie wylogowałam się z facebook'a . Obudziłam się po 15 minutach słysząc śmiech Irki . Szybko wstałam , żeby zobaczyć o co chodzi . Na mojej tablicy widniał napis 'Karny kochanie . Irka forever. ;*' . Myślałam , że ją w tej chwili uduszę . Natychmiast wylogowałam się i poszłam dalej spać .
2 TYGODNIE PÓŹNIEJ
Byłam już pod klatką Irki . Zadzwoniłam na domofon .
- Halo ?
- Gotowa ?
- Już , moment . Zaraz schodzę .
- Pospiesz się , bo nam samolot odleci .
Chyba spakowałam wszystko co mogłam zmieścić do jednej walizki . Wzięłabym więcej gdybym mogła i gdyby bagaż nie przekroczył 25 kg . To co zostało w domu rodzice mi mają regularnie dosyłać . Mam nadzieję , że nie zapomną . Mój tata włożył moją walizkę do bagażnika , a ja usiadłam na tylnym siedzeniu i w tym momencie wyszła z klatki Irka . Jej walizka była fioletowa , ale to nie jest najistotniejsze . Szybko zapakowała swój bagaż do samochodu i usiadła obok mnie . Pół godziny zajęła nam droga na lotnisko w Katowicach . Przy odprawie tata pożegnał mnie słowami 'Wiem , że dasz sobie radę . Tylko uważaj na siebie' i puścił do mnie oczko . Mamy nie było , bo niestety musiała pracować , ale w sumie dobrze , że na nie towarzyszyła , bo z pewnością by się rozpłakała . Wsiadłyśmy do samolotu . Ja włączyłam muzykę z iPhona , a Irka wyjęła gazety . Miała ich kilka . Też sobie jedną wzięłam . Jej tytuł brzmiał 'Przyjaciółka' . Minęła godzina . Zauważyłam , że moja przyjaciółka śpi z telefonem w ręku . Delikatnie jej go wyjęłam i zrewanżowałam się za posta z nocki . Do Madrytu dotarłyśmy około godziny 12 w nocy . Poszłyśmy na taksówkę i poprosiłyśmy , żeby nas zawieziono do centrum .
Przede wszystkim dziękuję za odwiedziny! Zapraszam na moje pozostałe blogi :) na pewno je odnajdziesz :) http://love-and-other-cases.blog.onet.pl/ z chęcią zostanę tutaj dłużej,aby poznać dalsze losy Natalii i Ireny :) Czekam, co może przynieść im magiczny Madryt!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Carmen
świetny ten blog ! <3
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie w czwartek na drugi rozdział. ;)
http://madridistaloveforever.blogspot.com/
Kocham tego bloga:)
OdpowiedzUsuń